rowery
I Rowerowa Familiada z Wójtem Gminy Zabierzów, czyli mojego syna początek z kolarstwem :)
10.05.2010.

Dodał: Paulina

Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o tym rowerowym rajdzie. Nie sądziłam nawet, że weźmiemy w nim udział, bo pogoda już od wielu dni lekko mówiąc – rozczarowywała. Ale co tam, będę optymistką – pomyślałam – i zapisałam i siebie i synka (Bartek, lat 6,5) na nasz pierwszy wspólny rowerowy start. W rozmowie telefonicznej z organizatorem imprezy zostałam zapewniona, że w sobotę ma nie padać. Bardzo chciałam w to wierzyć...


Kiedy nadeszła sobota okazało się, że zapewnienia organizatora co do pogody sprawdzają się w 100%. Nie tylko nie opada, ale jest po prostu pięknie!

 

Start planowany był na 11 w Zabierzowie, przy Rogatym Ranczu. Przyjechaliśmy trochę wcześniej, żeby spokojnie odebrać numery oraz pakiety startowe (baton, napój i rzecz jasna – mapkę trasy). Na miejscu spotkałam Pawła z Bikeholików, który zabrał na rajd swoje dwie córki. Organizatorzy miło witali wszystkich przybyłych. Przed startem zostaliśmy ustawieni czwórkami, ponieważ pierwszy odcinek trasy (kilkaset metrów) biegł drogą uczęszczaną przez samochody. Ustawiano nas tak, żeby w każdej czwórce od zewnętrznej, lewej strony jechał mężczyzna – dzieci i kobiety miały jechać (podczas tego pierwszego odcinka trasy) w środku i na prawym skraju kolumny. Organizator bardzo troszczył się, żeby kolumna startujących cała i zdrowa przebyła ten krótki odcinek biegnący wzdłuż głównej drogi.

Kiedy czekaliśmy na wystrzał sygnalizujący start mój syn słowem się do mnie nie odezwał. Miał strasznie poważną minę i przez moment zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam zabierając go tutaj, bo najwidoczniej wcale mu się to nie podoba. Dopiero, kiedy ruszyliśmy i wjechaliśmy w leśną, przyjemną asfaltową drogę Bartek powiedział mi, że zwyczajnie denerwował się przed startem. Nie sądziłam, że tak to będzie przeżywał.

 

Trasa liczyła w sumie chyba 12,5 km. Biegła głównie asfaltowymi dróżkami lasu zabierzowskiego. Zdarzały się małe podjazdy i zjazdy. Czasem trzeba było popchać rower, dwa rowery albo synka na rowerze. Na ostatnich kilometrach wjechaliśmy na drogę gruntową. Musieliśmy minąć powalone drzewo, wspiąć się niesłychaną (w ocenie sześciolatka) stromizną pod górę, a potem balansować na błotnistej i bardzo śliskiej drodze - usiłując ustrzec się od upadku (nie wszystkim nam się to udało ;)),

Na trasie nie poznawałam mojego własnego dziecka - zazwyczaj słyszę dużo narzekania, prośby o zwolnienie tempa, poczekanie, popchanie, poniesienie... Teraz słyszałam: sapanie (czyli Bartek naprawdę starał się jechać mocno) i pytania czy wszyscy nas już wyprzedzili, czy ktoś jeszcze jest za nami (on jednak traktował ten rajd trochę jak wyścig :)).

 

Kiedy dojechaliśmy na „metę” czułam ogromną satysfakcję, jakiej nie dał mi chyba żaden przejechany samodzielnie maraton. Mój ubłocony, ale szczęśliwy syn był powodem tej dumy i nieskrywanej radości. Dał radę! Czasem troszeczkę ponarzekał (głównie na bolące od naciskania klamek hamulców dłonie), raz nawet się popłakał (ale naprawdę tylko troszeczkę!), kiedy zaliczył nieprzyjemną glebę na błotnistym zjeździe. Chciałam mu nawet potem ponieść rower, ale on po prostu zje¿d¿ał dalej.

To był naprawdę udany dzień! Po rajdzie na każdego bardziej lub mniej strudzonego uczestnika czekał kawał kiełbasy z chlebem. Organizatorzy częstowali ciastkami i napojami izotonicznymi. Dzieci otrzymały specjalne indeksy, do których zbierały wpisy od policjantów i strażaków zdobywając na organizowanych przez nich konkursach liczne sprawności. Na koniec odbyło się losowanie nagród. Najliczniej reprezentowana na rajdzie rodzina (pięcioosobowa - jeśli się nie mylę) dostała rower. Puchary i nagrody otrzymał najmłodszy i najstarszy uczestnik rajdu. Pozostałe nagrody (namioty, śpiwory, parasolki, zestawy grillowe - na prawdę było tego mnóstwo!) zostały rozlosowane wśród startujących. I my także wróciliśmy do domu z całkiem fajnym namiotem!

Mam nadzieję, że w przyszłym roku impreza się odbędzie, bo już planuję wystąpienie w du¿o szerszym składzie (młodszy synek nie mógł przeboleć, że nie zabrałam go na ten - jak mówił „wyścig”). Wpiszcie więc tą imprezę w swój kalendarz startów i do zobaczenia za rok!

 

A już 23 maja odbędzie się X Jurajski Wyścig w Kolarstwie Górskim również należący do cyklu Imprez Jurajskich.


  
» 1 Komentarz
1Komentarz
z Tuesday, 18 May 2010 16:54przez Jelitek
Akurat przed startem mijałem Was z kolarzami z cichego kącika :-) Pogada faktycznie była zarąbista!
» Wyślij komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj.
  Pobierz FireFoxa
Bikeholicy - Krakowska Grupa Rowerowa
wykonanie i nadzór: mkDesign
Wszelkie prawa do projektu graficznego są zastrzeżone