Zapowiedzi wyjazdów
rowery
VI Tour de UEK - czyli mały wyścig a wrażeń wiele
15.06.2010.

Dodał: Paulina

 

Już po raz VI kampus Uniwersytetu Ekonomicznego otworzył swoje bramy dla spragnionych wrażeń i emocji kolarzy. Przeczytaj trzy relacje startujących w trzech różnych kategoriach uczestników wyścigu.

 Jak przez przypadek wystartowałam

Niedzielę miałam spędzić rodzinnie. Tego dnia w Parku Jordana odbyć miał się Rowerowy Kubuś Puchatek, wyścig na czas dla dzieciaków, na który obiecałam zabrać moich kilkulatków. Szkoda mi było imprezy, która wydawało się - przejdzie mi koło nosa. Tego samego dnia bowiem, na terenie kampusu Uniwersytetu Ekonomicznego miał odbyć się (już po raz szósty) Tour de UEK - wyścig, który tak fajnie zapisał się w mojej pamięci po zeszłorocznej edycji. Zawody organizują koledzy i koleżanki z Subaru Vitesse AZS UEK. Kiedy zerknęłam na program zawodów okazało się, że wyścig na UE (a konkretnie interesujący mnie start kobiet) jest o godzinie 10.00, natomiast zapisy na Puchatka - od 11.00. W głowie zaświtała mi chytra myśl: "zdążę!". Chwilę trwała negocjacja z mężem - ostatecznie udało się wyrwać z domu... "tylko na godzinkę".

Na starcie ustawiło się w sumie 7 zawodniczek. Miałyśmy pokonać 4 okrążenia - zmodyfikowanej w stosunku do zeszłorocznej - trasy. Podobnie jak poprzednio biegła ona chodnikami, po trawie, ba – nawet po szutrze; musiałyśmy pokonać kilka krawężników i parę hopek. Główną trudnością dla mnie była spora ilość ostrych zakrętów, które brałam często nieudolnie, tracą na nich nadmiernie prędkość. Kasia Szczurek wyprzedziła mnie zaraz na początku (a może po prostu cały czas była przede mną :)). Jeszcze w połowie pierwszego okrążenia wyprzedziła mnie też Marta Rylko. W takiej kolejności dojechałyśmy też do mety. Podczas wyścigu dodatkowych emocji przysparzali spacerujący studenci, niektórzy mocno zaskoczeni odbywającym się na ich - jakby na to nie patrzeć – podwórku wyścigu. Do mety dojechałam z 41 sekundową stratą w stosunku do zwyciężczyni. Potem łyk wody i gratulacyjny uścisk dłoni dla koleżanek, które przyjechały przede mną i gaz do Parku Jordana, przygotowywać synków do ich pierwszego wyścigu "na serio".

Potem kolejne emocje - trochę inne, bo nie uczestnika wyścigu, tylko mamy dopingującej swoje dzieci :). Po „puchatkowym” wyścigu zdążyłam jeszcze na dekoracje na UE i załapałam się na tradycyjną fotografię, która upamiętnia wszystkich uczestników tutejszego wyścigu. Żałuję, że nie widziałam startu kolegów z kategorii amator i elita, dlatego też o swoich wrażeniach, emocjach, sukcesach opowiedzą sami...

 

Zapierająca dech w piersiach opowieść Szamana o tym, jak na pudło wskoczył

Ten sezon rowerowy totalnie odpuściłem i postanowiłem się nigdzie nie ścigać. Jednak jak przeczytałem na forum informację, że 13go odbywa się kolejna edycja Tour de UEK, zaświtała mi w głowie myśl żeby pojechać pokibicować, porobić zdjęcia i poczuć znowu ścigancką atmosferę. Później okazało się, że na tydzień wyjeżdżam do Austrii na rower i nie będę mógł być na wyścigu. Pomyślałem sobie - trudno, zresztą i tak miałem się nie pokazywać na wyścigach w tym roku. Tymczasem z Austrii wróciliśmy do kraju 12go wieczorem i już w połowie drogi powrotnej do Polski główkowałem, czy by może jednak się nie pojawić na 'ekonomicznej' :) Długo się łamałem i w końcu koło północy, zarejestrowałem się do startu w kategorii amator. O starcie w elicie nie było mowy bo strasznie mało w tym roku przejeździłem kilometrów i nie wytrzymałbym 10ciu rund w takim tempie, a 7 stwierdziłem, że dam radę przejechać najwyżej będę się powoli toczył na tyłach.

Na zawodach jak zwykle sami znajomi, towarzyska atmosfera, bardzo przyjemnie - za to głównie tak bardzo lubię ten wyścig. Na starcie dość sporo ludzi, bo aż 20 amatorów. Ruszyłem sobie spokojnie bo nie wiedziałem na ile mi starczy sił. Jechałem na 11 pozycji powolutku się rozkręcając z założeniem, że jak na czwartym okrążeniu nie zdechnę zacznę przyspieszać. Nie podkręcałem tempa a ludzie, których wyprzedzałem po prostu zdychali i zostawali z tyłu. Dobrnąłem do 4 pozycji, na której już do końca jechałem, czułem że jedzie mi się nieźle ale nie mam siły bo cały tydzień w Alpach jeździłem na biku i nogi miałem ciężkie. Postanowiłem jednak spróbować powalczyć o podium i zacząłem atakować, jednak mój rywal (zwycięzca w amatorach z roku ubiegłego) nie dawał za wygraną i wcale nie miał zamiaru ukończyć wyścigu na niefajnym 4tym miejscu. Jechał przełajówką, dzięki czemu nadrabiałem nad nim na ciasnych skrętach ale za to traciłem go na płaskich prostych asfaltowych fragmentach. Na ostatnim kółku starałem się docisnąć ale mięśnie były zbyt zmęczone całym tygodniem jazdy i udało mi się tylko zrównać z rywalem, w efekcie na metę wjechaliśmy w odstępie paru centymetrów.

Dojechałem 4ty. Wcale nie byłem zły ani niepocieszony bo nie sądziłem, że w ogóle mi się uda pojechać żwawo, nastawiony byłem na zgon po 3 kółkach a tu proszę całkiem nieźle mi poszło. Zwyciężył nikomu nie znany zawodnik z Wrocławia, pokrzepiony wynikiem postanowił wystartować w elicie, gdzie o dziwo też wygrał i pokonał Bulego. Dzięki temu został wykreślony z kategorii amator i tym oto sposobem wskoczyłem na pudło. :) W efekcie zajmuję w wynikach zaszczytne trzecie miejsce. :) Miał być rekreacyjny wyścig, wręcz przejażdżka a do domu wróciłem z nagrodami i pucharem - nice! Na koniec jeszcze chciałbym podziękować organizatorom za SUPER imprezę, fajnie że organizujecie ten wyścig co roku i mam nadzieje, że tak będzie cały czas.

Swoimi wrażeniami podzielił się z nami Buli:

Startuję w tych zawodach od kilku lat, najpierw w kategorii „amator” ostatnio „elita”.

Ta kameralna impreza w gronie znajomych bikerów to doskonała okazja do spotkania i pogaduch, ale też fajny wyścig i świetny trening! :)

Tym razem w kategorii „elita” mieliśmy do przejechania 10 okrążeń po ok. 2 km co daje ok. 20 km jazdy na najwyższych obrotach.

Na starcie stanęło 15 kolarzy. Oprócz mnie naszą grupę reprezentował Dawid. Dużą reprezentację wystawiło jak zwykle Rowerowanie (Maciu, Furman, Axi, Spinoza i Kubak). Byli też chłopaki z Lapierre’a (Radar i Mateusz Poręba) oraz inni.

W zeszłym roku zawaliłem start i przez cały wyścig musiałem odrabiać straty. Tym razem postanowiłem nie popełnić tego samego błędu. Zacząłem mocno i agresywnie i udało mi się już na pierwszej prostej zająć 4-te miejsce. Przede mną na 3-cim jechał Spinoza. Za mną gnał Radar, który co rusz szukał okazji do wyprzedzenia. Taka klasyfikacja utrzymała się do połowy 1-szego kółka. Kiedy trasa trochę się wyprostowała i zrobiło się szeroko wyprzedziłem Spinozę. Radar również. Kolejne zakręty, krótkie podjazdy i zjazdy to jazda na kole zawodnika przede mną. Niestety zaczął on wyraźnie zwalniać i lider wyścigu niebezpiecznie się od nas oddalił. Postanowiłem zaatakować. Radar pomyślał podobnie i we dwójkę wyprzedziliśmy przeciwnika i wysforowaliśmy się na 2-gie i 3-cie miejsce.

W trakcie kolejnych okrążeń zgubiliśmy z kolegą liderem Radara i jechaliśmy już samotnie. Mimo moich usilnych prób nie udawało mi się wyprzedzić mojego przeciwnika, który dużo lepiej radził sobie na licznych zakrętach i którego musiałem cały czas gonić na prostych. Raz udało mi się zbliżyć do niego już na szerokość opony, ale prosta szeroka droga się skończyła i musiałem się zadowolić 2-gim miejscem.

Gdzieś tam z tyłów starty ze startu zaczął nadrabiać Mateusz Poręba, który sukcesywnie piął się do góry w klasyfikacji. Na 7 albo 8 kółku jechał chwilę za mną a potem mi odskoczył. Lepiej rozłożył siły na tym wyścigu no i też dużo lepiej pokonywał zakręty, co na tej trasie miało ogromne znaczenie!

Niestety Mateusz miał pecha - kilkaset metrów po wyprzedzeniu mnie złapał defekt łańcucha, co kosztowało go kilkadziesiąt sekund i pozbawiło szans na walkę o czołowe lokaty.

Można powiedzieć, że w tym momencie wyścig się rozstrzygnął. Moja duża strata do lidera i podobna strata Radara do mnie ukształtowały końcowy przebieg rywalizacji. Wiedziałem, że nie mam szansy walczyć o zwycięstwo - kolega przede mną był dużo lepszy technicznie, a ja dodatkowo zacząłem słabnąć.

Ostatnie 2 okrążenia starałem się przejechać w miarę płynnie, utrzymując Radara na bezpieczny dystans. Na metę wjechałem na 2-gim miejscu, co jest moim największym osiągnięciem na tych zawodach i najwyższym stopniem na podium w tym sezonie! ;)

 

 

 

» Brak komentarzy
Nie ma tu jeszcze komentarzy.
» Wyślij komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj.
  Pobierz FireFoxa
Bikeholicy - Krakowska Grupa Rowerowa
wykonanie i nadzór: mkDesign
Wszelkie prawa do projektu graficznego są zastrzeżone