Na Singltreku pod Smrkem
gościliśmy z Ziemkiem po raz pierwszy w listopadzie 2009 roku, podczas
oficjalnego otwarcia ścieżki. Nie ma co ukrywać, była to miłość od pierwszej
przejażdżki. Mimo paskudnej aury, zabawa z pokonywania krętej a zarazem płynnej
ścieżki była olbrzymia. Powrót w to miejsce był tylko kwestią czasu...
Kolejna okazja by zaznać uczucia „flow” nadarzyła się 8-9 maja podczas otwarcia sezonu pod Smrkem. Półtorej dnia jazdy przy dobrej, słonecznej pogodzie, to było to, na co czekałem od jesieni. Z zakrętu na zakręt banan na twarzy stawał się coraz większy, a brak konieczności używania hamulców dodawał jeździe smaczku. Kulminacja przeżyć miała miejsce podczas mini-zawodów na jednym fragmencie szlaku.
Maksymalna koncentracja i jazda na granicy własnych umiejętności (dwukrotne otarcie ręką o drzewo) zaowocowała 11-lokatą (http://www.singltrekpodsmrkem.cz/cs/novinky-a-akce/singltrek-rally-vysledky-zavodu), choć do dziś nie wiem jak ktoś był w stanie urwać tam ponad pół minuty.
Ale i to było mało. Dzięki różnym okolicznościom, 28 maja znaleźliśmy się z Ziemkiem w Karpaczu leżącym zaledwie 60 km od ścieżki pod Smrkem. Nie trzeba chyba pisać co było dalej. Taki dystans, nawet po jezdni z „zakrętem śmierci” (patrz google) to dla Mistrza polskich szos ledwie pół godziny drogi. Zatem po szybkim wyładunku bagaży na granicy Karpacza, w miejscu gdzie po rządzą kowboje, gnaliśmy na spotkanie z wąską i krętą ścieżką...
Już przez całą drogę z Krakowa słońce podgrzewało atmosferę i ochota na jazdę rosła, odwrotnie proporcjonalnie do zmniejszającego dystansu jaki dzielił nas od miejsca przeznaczenia.
Dzięki ulotce (dostępna nawww.singltrekpodsmrkem.cz) trafiamy do jednego z miejsc startowych ścieżki w Novym Mescie. Parkujemy obok całkiem fajnego Mla i szybki rozładunek. Po chwili przyjeżdża dwóch gości na Demo i SxTrailu... Jak widać i na takich sprzętach można czerpać frajdę z jazdy, po ścieżce przeznaczonej także dla 5-latków. Bo cały wic polega na tym, że im szybciej tym więcej przyjemności, a i wolno można spokojnie sobie jeździć.
Oglądanie filmików na
pinkbike'u zwiększył mojego skilla o 15%, - stwierdził w trakcie jazdy Ziemek. I trudno mu tego odmówić, bo
chłop przez zimę zrobił postęp i dzielnie trzymał się mego ogona. Chyba, że to
no handicap -4 kg na rowerze dawał mu tę przewagę 
Pełna radość trwała 20 min, następnie ktoś u góry odkręcił kurek z wodą i polało się na nas...I tak niemalże do końca tej 18-kilometrowej pętli, płyniemy po ścieżce w tej ścianie deszczu. Mimo tego uśmiechy z naszych twarzy nie znikają ani na chwile. Gdyby nie fakt, że gdy docieramy do auta jedynymi suchymi rzeczami były portfel i aparat ukryte w plecaku zdecydowalibyśmy się na drugą pętlę. Szczególnie, że zza chmur wyjrzało zachodzące ale wciąż ciepłe słońce...Choć kto wie, może jeszcze w tym roku zawitamy na Singltrek pod Smrkem.
A z tego miejsca wszystkim gorąco polecamy tę ścieżke!