Zapowiedzi wyjazdów
rowery
Rychlebske Stezky
04.06.2010.

Dodał: wojteq

Kilkanaście relacji w internecie, setki obejrzanych zdjęć skutecznie zachęciły nas do odwiedzenia miejscówki kryjącej się pod nazwą Rychlebske Stezky. To co wyróżnia ją spośród setek szlaków w naszym kraju, to fakt, że podobnie jak opisywane tutaj (link do relacji ze Smreka) ścieżki, stworzone zostały specjalnie z myślą o rowerzystach...

 

 

 

 

 

 

Stacja początkowa mieści się przy Hotelu Cerna Hora w miejscowości Cerna Voda, niecałe 25 km od przejścia granicznego Bily Potok-Paczków. Czyli tak naprawdę tuż za naszym polskim płotem. Zostawiamy zatem furę obok innych pojazdów i ruszamy w górę...

 

 

 

 

Pierwsze kilkanaście minut to na rozgrzewkę trochę asfaltu i szutru, który w końcu doprowadza nas do właściwej części szlaku. Do tego fragmentu, na który czekaliśmy. Jasne, że to na jazdę po przygotowanych elementach całej pętli tutaj przyjechaliśmy. Pierwszy etap było widać już z daleka. Biały kamień, stanowiący warstwę wierzchnią ścieżki mienił się z oddali, a grupka rowerzystów z podziwem patrząca na konstrukcje tylko nas utwierdzała w przekonaniu, że to już za parę metrów...

 

 

 

 

 

Śnieżnobiała nawierzchnia wyłożona niczym czerwony dywan podczas uroczystości rozdania Oskarów. I nie ma tu przesady, bo i my czuliśmy się w tym momencie jak gwiazdy. W końcu to właśnie dla nas, dla rowerzystów powstała ta ścieżkach. Och, ach... I mimo że jedziemy po górę, cieszymy się jak z najwspanialszego zjazdu. Bo jak tu nie uśmiechać się przejeżdżając kolejną ciasną agrafkę, drewniany mostek rodem z Kanady mając pod sobą wartki potok i mnóstwo omszałych głazów. Co więcej czerwony dywan nie ciągnie się w nieskończoność, w wielu miejscach jest to po prostu górska ścieżka, wąska na szerokość kierownicy, usiana kamieniami, korzeniami i w tym okresie błotem.

 

 

 

 

 

Najwięcej emocji przynosi nam górny odcinek, wiodący wśród olbrzymich kamieni, pokrytych intensywnie zielonym mchem. Czy to zakrzywienie czasoprzestrzeni i przenieśliśmy się w rejon North Shore w Kolumbii Brytyjskiej? Nie, skąd. Wciąż jesteśmy „rzut beretem” od Polski, w rowerowym raju technicznej jazdy. Tutaj non stop trzeba być skupionym, ciągły balans ciałem i lawirowaniem między ograniczającymi ścieżkę kamieniami. Kamieniami, które noszą już ślady bliskich spotkań czy to z kierownicami, pedałami czy zębatkami korb.

 

 

 

 

 

Poziom endorfin wzrasta z korzenia na kamień, ze ścieżki na drewnianą kładkę. Trzeba uczciwie przyznać, że pokonanie pewnych fragmentów i to w warunkach błotnych stanowi nie lada wyzwanie nawet dla doświadczonych bikerów, a co dopiero dla przeciętnych rowerzystów, których spotkaliśmy masę. Trzeba oddać Czechom, że zaprawdę są narodem z silnie ukształtowanym duchem sportu. Na szlaku wręcz tłumy. Ilość rowerzystów można porównać do miłośników dwóch kółek przemierzających krakowskie bulwary wiślane w słoneczną niedzielę. Co chwila mijamy grupki, wśród których widać zarówno krosiarzy golinogów, jak i typowych luźnych enduromaniaków czy niedzielnych turystów. Wszystkich łączy jedno: nieustająca radość i uśmiech na twarzy.

 

 

 

 

 

Według nas obowiązkowa miejscówka do odwiedzenia dla każdego szanującego się wielbiciela szerokopojętego MTB.

p.s. Jak będziecie mieć wolne, wpadnijcie w przyszłym roku na dni Dzierżoniowa ;)

 

 

 

» Brak komentarzy
Nie ma tu jeszcze komentarzy.
» Wyślij komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj.
  Pobierz FireFoxa
Bikeholicy - Krakowska Grupa Rowerowa
wykonanie i nadzór: mkDesign
Wszelkie prawa do projektu graficznego są zastrzeżone